JAK SOBIE RADZIĆ Z POCZUCIEM PRZYTŁOCZENIA?

JAK SOBIE RADZIĆ Z POCZUCIEM PRZYTŁOCZENIA?

Prowadzenie biznesu rękodzielniczego jest stresującym zajęciem i to, że tworzymy markę w oparciu o nasza pasję, wcale nie eliminuje stresu, który często prowadzi do poczucia przytłoczenia i biznesowej beznadziei.

Takie poczucie bardzo często w nas, rękodzielnikach wyzwala wyrzuty sumienia - bo przecież skoro robimy coś, co absolutnie kochamy, to nie mamy powodów do tego, aby czuć to przytłoczenie i marazm.

A przecież taki stan wcale nie jest zaskakujący (ani rzadki). Pomyślcie tylko, w przeciwieństwie do innych branż, my jesteśmy JEDNOCZEŚNIE projektantami, technologami, product deweloperami, rzemieślnikami, managerami, marketingowcami, pracownikami działu sprzedaży, ogarniaczami mediów społecznościowych, PR-owcami, pracownikami działu reklamacji i zwrotów, pakowaczami, analitykami, SEO-wcami, project managerami, księgowymi, finansistami, zaopatrzeniowcami, księgowymi... a na końcu jeszcze bardzo często to my jesteśmy ekspresem do kawy, bufetem, mamą/tatą, nianią, gospodynią domową i żoną/mężem...

A jakby tego było mało, to jest jeszcze coś, co nas odróżnia od pracowników etatowych... To dodatkowa presja, że przecież w przeciwieństwie do osób, które prowadzą biznes w zespole lub są częścią jakiegoś zespołu, to MY jesteśmy odpowiedzialni za absolutnie WSZYSTKO, co się dzieje w naszych markach.

Ma to swoje plusy i minusy, bo tak jak całą śmietankę, owacje na stojąco, sławę i chwałę możemy zawdzięczać sobie i sobie dać wielki bukiet czerwonych róż, koronę i szarfę z napisem "wymiatacz roku", tak samo w przypadku porażki, odpowiedzialność ponosimy również samotnie. I nie mamy na kogo "zgonić", jeśli coś nie pójdzie. 

Dlatego pierwszy wpis w Nowym Roku dedykujemy właśnie poczuciu przytłoczenia i przygotowałyśmy Wam bezcukrowy przepis na to przytłoczenie.

 

➡️1. PIERWSZĄ I NAJWAŻNIEJSZĄ CZĘŚĆ TEGO PRZEPISU, MAMY JUŻ ZA SOBĄ

Bo to właśnie uświadomienie sobie, że MAMY PRAWO czuć to przytłoczenie, jest kluczowe. Dzięki temu zaakceptujemy to, że czasami mamy dość i damy sobie rozgrzeszenie za takie dołki psychiczne. To zaś będzie sprawiało, że przestaniemy się biczować z tego powodu, przestaniemy sami siebie obarczać winą i poczuciem beznadziejności, a to zaś pozwoli nam wypracować mechanizmy wyjścia z takich dołków.

 

➡️ 2. GŁĘBOKI ODDECH I ZGODA NA TO, BY ODETCHNĄĆ

Gdy jesteśmy w tej emocjonalnej, czarnej d##$$%&%!, bardzo ważne jest to, by nie wyciągać się z  niej od razu na siłę z takim poczuciem, że to musi się skończyć NATENTYCHMIAST, TU i TERAZ. Dajmy sobie po prostu czas, dajmy sobie chwilę wytchnienia spowolnienia, nicnierobienia i nie obrzucajmy się wyrzutami sumienia za to, że sobie takie przyzwolenie dajemy. Trzeba przyjąć, że takie chwile są CZĘŚCIĄ BUDOWANIA BIZNESU i są NORMALNE. Nie ma znaczenia, na jakim etapie biznesu jesteście, bo to przytłoczenie pojawia się u każdego przedsiębiorcy, niezależnie od tego, czy dopiero startuje, jest na etapie intensywnego rozwoju, czy już mu hula marka na częściowym "autopilocie".

Tak, jak radość i power i chęć do pracy i maksymalna produktywność, tak i chwilowa załamka jest integralną częścią budowania biznesu. I nie ma sensu z tym walczyć, nie ma sensu wyciągać armat. Trzeba się z takim stanem rzeczy pogodzić, przyjąć, że on po prostu jest (i to nie po raz ostatni), że jest NORMALNY i że musimy dać mu swój czas, by mieć szansę z niego wyjść. 

 

➡️ 3. SKUPIENIE

Nie jakiekolwiek :) 

Tutaj ważne jest to, by skupić się na jednej, najważniejszej rzeczy w danym czasie. Poczucie przytłoczenia przychodzi najczęściej wtedy, gdy nałożymy sobie na nasz biznesowy talerz za dużo, zbyt różnych rzeczy. To przytłoczenie jest jak niestrawność po obżarstwie... no musi przyjść, gdy zjemy za dużo, za szybko. Gdybyśmy chapsnęli te produkty (nawet w takiej samej ilości), ale odpowiednio zbilansowane, nie byłoby rewolucji żołądkowych. A tak, polewając szarlotkę zasmażką, mamy miksturę zniszczenia totalnego i GWARANOTWANY Armageddon jelitowy.

Tak samo jest w biznesie. Zbyt dużo, za szybko, bez planu... to droga jednokierunkowa z przystankiem końcowym "za dużo tego, nie wiem co robić, beznadziejność osiągnęła zenit".

Dlatego trzeba się skupić na jednej, ważnej rzeczy, a dopiero potem przejść do kolejnej. Nawet jeśli w normalnych warunkach z wielozadaniowością radzicie sobie jak Małysz na skoczni i na co dzień nosicie order multitaskera roku, to w chwilach, gdy na Waszych barkach wyraźnie czujecie przytłoczenie, trzeba się skupić na jednej rzeczy w danym czasie. 

Przykład? Proszzzzzzz

Jeśli jesteśmy w piku sprzedażowym, mamy listę maili do ogarnięcia, kilka paczek do zapakowania, telefon dzwoni, 2 nowe projekty czekają na dokończenie, a kolejny pilny czeka na zaczęcie, kończy się nam zapas półfabrykatów i prawdopodobnie dysponujemy ostatnimi sztukami kopert bąbelkowych... to jeśli zaczniemy jedną ręką odpisywać na maile, rozmawiając przez telefon, drugą ręką pakując paczki, prawą nogą wiążąc kokardkę, lewą nogą kończąc zaczęte projekty, a trzecią ręką rozpoczynając nowy projekt... to pomylimy adresy, spakujemy nie ten co trzeba produkt, klientowi przez telefon złożymy zamówienie na pizzę i brakujące półfabrykaty i zapomnimy do czego służą koperty bąbelkowe. Nic tylko odbezpieczyć granat!

A jeśli na początku skupimy się na tym, co najpilniejsze i spakujemy paczki, pilnując by nie pomylić adresów, potem ogarniemy maile i jak już odpowiemy na ostatniego maila, skoro już siedzimy przy kompie, zamówimy koperty i brakujące półfabrykaty, by potem na spokojnie skończyć rozpoczęte projekty i ewentualnie zacząć ten, który czeka na swoją kolej? W tej sytuacji spokojnie jeszcze wygospodarujemy czas na spacerek a wieczorkiem pykniemy lampkę wina z poczuciem dobrze wykonanej roboty.

Przyznajcie, że już nawet CZYTANIE opisu tych wydarzeń w tej drugiej wersji jest mniej męczące i mniej stresujące ;)

 

➡️ 4. NADAĆ PRIORYTETY ZADANIOM

Wśród zadań do wykonania zawsze mamy takie, które trzeba wykonać pilnie i takie, które mogą poczekać. Te pilne, to są zadania kluczowe dla naszej marki i naszych klientów. Tym zadaniom nadajemy priorytet. We wcześniejszym przykładzie tym zadaniem było spakowanie paczek, ponieważ kurier nie poczeka, przyjedzie o konkretnej godzinie i paczki muszą być gotowe do odbioru na czas. Dlatego pakowanie paczek, choć nie wydaje się zajęciem najwyższej wagi, to w tych okolicznościach było to coś, czemu trzeba nadać priorytet i to najwyższy, bo jest to zadanie pilne tu i teraz.

Innym przykładem może być sytuacja, w której sprzedaż nam nie hula, próbujemy wszystkiego, ale niewiele przynosi efekt. Poczucie przytłoczenia przychodzi w wyniku żonglowania myślami, że "trzeba ogarnąć media społecznościowe, a może reklama na Fejsie, a może reklama na IG, a może konkurs, a może jakiś influencer, nie najlepiej jakaś reklama na blogach, nie, może lepiej ogarnę google Ads, a może lepiej jakaś współpraca, nowy produkt, nowa kolekcja, sesja zdjęciowa, albo reklama na Ig, albo w prasie....i kiedy na mam to wszystko zrobić???!?!???!!!!"

A w takiej sytuacji priorytetem jest to, by sprawdzić, czy aby na pewno nasze intensywne działania są nakierowane na właściwego klienta. Bo być może wszystko robimy dobrze...tylko kierujemy się ku złym ludziom i priorytetem tutaj będzie pewna retrospekcja i ponowne sprawdzenie, czy aby na pewno wiemy, komu podsyłamy nasze komunikaty i czy to aby na pewno są właściwi ludzie.

Bo jeśli nasze produkty pokazujemy nie naszym klientom... well, to tak jakbyśmy wakacje na nartach na siłę sprzedawali morskiej syrence :) I nie będzie miało znaczenia to, jak cudnie opakujemy swój produkt, jak doskonale ogarniemy zdjęcia i opisy, jak wyrafinowanych narzędzi reklamowych użyjemy i ile wydamy na reklamę...bo syrenki morskie NIE MAJĄ NÓG i wakacji w Alpach im nie sprzedamy.

I tutaj przy okazji od razu nadmienię, że już w czwartek, 13 STYCZNIA ruszamy z pierwszym szkoleniem BEZCUKROWEJ DYSZKI i zaczynamy coroczne rycie beretów właśnie od analizy klienta idealnego...rozłożymy ją na czynniki pierwsze, więc jeśli chcecie dołączyć do nas, to możecie sobie wykupić ten moduł pojedynczo i zobacz, po co i jak analizować swoją grupę odbiorców, by w końcu zrozumieć, dlaczego to ważne dla wzrostu sprzedaży i rozwoju naszych marek handmade! 

https://bit.ly/WBIJAM-NA-MODUŁ-0 

 

➡️ 4. BANUJEMY PERFEKCJONIZM

W sytuacji, gdy mamy naprawdę dużo do zrobienia, bardzo często perfekcjonizm jest naszą pierwszą reakcją obronną, sabotującą szanse na pozytywny efekt naszej pracy.

Bo gdy spędzamy zbyt dużo czasu na zastanawianie się nad każdym, nawet najmniej ważnym detalem...nie robimy nic. Nadmiar myślenia również szkodzi. I to bardzo. Dlatego warto opanować pokusę perfekcjonizmu i tam, gdzie jest potrzebny - dać mu (w pewnych granicach oczywiście), pole do popisu. Tam gdzie jest mało istotny - postawić mu zakaz wjazdu pod groźbą pręgieża i publicznej chłosty.

 

➡️ 5. SZUKAMY POMOCNEJ RĘKI

Aby zdjąć z tego naszego talerza to, co zdjąć możemy. Są takie zadania, które możemy oddelegować. Dla wielu z nas to jest trudne...i jednocześnie wręcz konieczne. Aby dać szanse marce na to, by się rozwijała i rosła, my osobiście powinniśmy się angażować w zadania strategicznie istotne. Jeśli spędzamy ten czas nad zadaniami mało istotnymi z punktu widzenia budowania marki, tracimy czas bezpowrotnie. Tracimy też okazje do tego, by rozwijać swoją markę, bo stracony czas jest już nie do odzyskania. 

 

Mamy nadzieję, że ten artykuł był dla Was pomocny. Jeśli tak, podzielcie się nim z innymi rękodzielnikami. Pamiętajcie, ze we środę widzimy się na naszym Fanpage, na cotygodniowym Q&A rękodzielnika. Jeśli zastanawiacie się, co to takiego, to na Bezcukrowym You Tube znajdziecie 150 archiwalnych nagrań z tych livów ;) 

I oczywiście wbijajcie do naszej grupy, bo jest to NAJLEPSZA w Polsce grupa dedykowana przedsiębiorczym rękodzielnikom https://bit.ly/BEZCUKROWAGRUPA

No i do zobaczenia w czwartek, 13 stycznia na pierwszym szkoleniu BEZCUKROWEJ DYSZKI, w Module 0, o kliencie idealnym!

https://bit.ly/WBIJAM-NA-MODUŁ-0 

Do zobaczenia!

👯‍♀️Karolina i Gośka👯‍♀️

PRZYPNIJ SOBIE PINA

ALBO NAWET DWA