MECHANIZMY, CZYLI CO ZROBIĆ, BY KLIENCI KUPOWALI RĘKODZIEŁO?

MECHANIZMY, CZYLI CO ZROBIĆ, BY KLIENCI KUPOWALI RĘKODZIEŁO?

Czy wiecie, jakie 3 rzeczy muszą się zadziać w głowie Waszego klienta, aby ten w ogóle zechciał rozważyć zakup Waszego rękodzieła?

Cześć :) Tak sobie postanowiłam, zupełnie nie konsultując tego czynu z moją siostrą, że wrzucę Wam na dzień dobry dzisiaj, kolejnego posta merytorycznego :)

A taka tam, niespodzianka poranna, poczytacie sobie może w autobusie w drodze do pracy i będzie Wam milej :)

Skąd pomysł, na taki wpis?

A z Waszych pytań.

Pytania o sprzedaż rękodzieła, które słyszymy, brzmią najczęściej tak:

"Ale co zrobić, aby ludzie to kupowali".

Gdy słyszymy lub czytamy takie zapytanie, choć znamy odpowiedź, to nie wiemy, co odpowiedzieć...nie dlatego, że nie chcemy, ale dlatego, że proces zakupowy jest tak złożony, że nie da się go opisać podczas jednej rozmowy, jednej wypowiedzi, czy nawet jednej transmisji live.

W zasadzie, to wypadałoby nam odsyłać pytających tutaj, mówiąc, że absolutnie wszystko to, o czym tutaj piszemy i mówimy, jest niezbędne.

Mało tego, każda z tych rzeczy, o których tu opowiadamy, powinna być wykonywana jednocześnie i dopiero takie łączne działanie wszystkiego na raz, da szansę efekty w postaci zwiększenia sprzedaży.

Więc jeśli piszemy, że takie a takie fotografie są niezbędne,albo tego i tego robić podczas targów nie wolno, to musicie czytać te wpisy w kontekście innych rzeczy,o których tutaj mówimy. Samo wyprodukowanie fotografii, czy samo doprowadzenie stoiska do perfekcji bowiem, to zdecydowanie za mało.

Dobra sprzedaż to "wielosuma".

Wymyśliłam sobie to słowo i uważam, że doskonale oddaje to, co chcemy powiedzieć.
Każda składowa procesu zakupowego, jest bowiem tak samo ważna.

Choć wiemy, że trudno jest zrobić to wszystko na raz, to jednak, planując sprzedaż rękodzieła, zwyczajnie trzeba patrzeć się na caluteńką strategię na raz i wdrażać ją z jakimś planem i pomysłem, aby w efekcie stworzyć spójny mechanizm, taki silnik sprzedażowy (a wiadomo, że aby silnik działał prawidłowo, to każda jego część, najmniejsza śrubka, musi być co najmniej wystarczająco dobra).

Skąd ten kapkę przydługi wstępik?

A stąd, że dzisiaj chcę Wam powiedzieć, co musi się wydarzyć w głowie Waszych klientów, aby ci w ogóle rozważyli zakup Waszego rękodzieła.

Nie jest to zagadnienie skomplikowane, bo tutaj muszą się zadziać "jedynie" trzy rzeczy :)

Klient, aby rozważyć zakup Waszego rękodzieła ⤵️

✍️ musi Was znać
✍️ musi Was polubić
✍️ musi Wam uwierzyć

Co to właściwie znaczy?

A to, że jeśli będzie tylko Was lubił - nie kupi.
Jeśli Was polubi ale Was nie pozna - nie kupi.
Jeśli Was pozna i uwierzy Wam, ale wydacie się mu niesympatyczni - nie kupi.
Jeśli z kolei Was polubi i pozna, ale będziecie niewiarygodni - zgadnijcie co...nie kupi.

Czemu?

Ach temu, że w sieci, w hipermarkecie, galerii handlowej, na targach, kiermaszach, wydarzeniach modowych, galeriach online, ma na wyciągnięcie ręki całą masę innych produktów, konkurencyjnych do Waszych, po które może sięgnąć.
I zrobi to, jeśli tylko Waszej konkurencji uda się sprawić, by ją polubił, uwierzył i poznał.

Smutne, ale, jak zawsze, u nas słodzenia nie ma :)

Aby nie było jednak tak całkiem gorzko, to jeszcze rozwinę nieco temat (choć post i tak już jest przydługawy i pewności zwyczajnie nie mam, czy w ogóle dotrwacie do końca).

✍️ Co to znaczy, że klient was zna?

Dać się poznać, to zwyczajnie, dotrzeć do jak największej liczby osób. Tutaj mają znaczenie Wasze zasięgi, to, ile osób o Was mówi, to, czy Was polecają.
Innymi słowy, pozna Was dokładnie tyle osób, do ilu uda się Wam dotrzeć.
Dotrzeć to oczywiście jeszcze za mało, by klient Was znał. Bo jednocześnie musicie sprawić, by odróżnił Wasze rękodzieło od całej masy innych produktów na rynku :) Jeśli bowiem zlejecie się stylistycznie z wszystkimi innymi, to Was nie pozna, bo Was zwyczajnie nie zauważy.

Jak docierać?
To temat na osobną serię wpisów :)
Bo sposobów na docieranie do jak największej liczby odbiorców jest nieskończenie wiele uważam, od budowania społeczności w social media, przez prowadzenie bloga, płatne i niepłatne kampanie, współprace z innymi markami, bywanie na branżowych eventach po własną stronę internetową.
Bezlik, mówię Wam.

Aby dać więc klientom szansę na to, by Was poznali, musicie byc aktywni. Mądrze i strategicznie aktywni, by Wasza praca nie szła na marne.

✍️ Co to znaczy, że klient Was lubi?

Klienci, którzy Was polubią, będą aktywni. Zostawią lajka, komentarz, powiedzą o Tobie znajomemu, przejrzą Twoją stronę i dodadzą ją do ulubionych.
Nawet jeśli nie będą się wykazywali aktywnością w mediach społecznościowych, czy na blogu, to będą Was troszkę "incognito" obserwować.

Aby dać się klientowi polubić, pokażcie mu się od takiej zwykłej, ludzkiej strony. Zmiejszajcie dystans pomiędzy Wami a ni mini, niech nie spoglądają na Was, jak na bezpłciową korpo-firmę. Dajcie mu szansę, by Was polubił wrzucając od czasu do czasu jakąś "codzienną" fotografię, powiedzcie raz na jakiś czas coś, co fajnego wydarzyło się w Waszym, nie koniecznie biznesowym życiu (nie mam oczywiście na myśli rzeczy bardzo osobistych, ale np. dobra fotka z kawą i ciastkiem podczas przerwy w pracy, zawsze budzi pozytywne skojarzenia).

✍️ Co to znaczy, że klient uwierzył?

A uwierzył wtedy, gdy jeśli przyszła taka potrzeba, kupił rękodzieło właśnie od Was.
Tak tak.
Jeśli on sam zdecyduje, że odda swoje ciężko zarobione pieniądze Wam, a nie komuś innemu, to znaczy, że uwierzył.

Wysokość i częstotliwość Waszej sprzedaży jest więc również takim papierkiem lakmusowym tego, czy jesteście dla klientów wiarygodni.

I tutaj sprawa jest najtrudniejsza, bo klient uwierzy Wam tylko wtedy, gdy sam stwierdzi, że jesteście extra.
Nie, gdy Ty mu o tym powiecie, nie gdy sami o sobie będziecie mówić, że jesteście super.

Tutaj więc na wagę złota jest każda opinia i recenzja i każde polecenie innego klienta lub innej firmy.

A wiadomo, że polecą Was tylko ci, którzy już raz Was poznali, polubili, uwierzyli i....nie zawiedli się :)

Widzicie, jak to wszystko się ładnie składa?

Wiecie po co ja właściwie ten post dzisiaj napisałam?

Chciałam Wam nakreślić pewną perspektywę i tym samym wyjaśnić, czemu na niektóre zadawane przez Was pytania, zwyczajnie nie da się kompaktowo odpowiedzieć.

Po to stworzyłyśmy Bez Cukru, by móc Was naprowadzać na te właściwe, sprzedażowe tory w pewnym procesie, pokazując Wam różne perspektywy, różne drogi i różne aspekty sprzedaży produktów handmade :)

Mamy taką misję, by rękodzieło i produkty tworzone przez rodzimych artystów, mogły mniej więcej na jakimśtam wyrównanym (przynajmniej edykacyjnie) poziomie, konkurować z ofertami produkowanymi masowo i sprzedawanymi pod czujnym okiem całego zastępu specjalistów i ekspertów z zakresu sprzedaży i marketingu.

Nie możemy Wam zapewnić środków finansowych na taki rozwój, ale możemy uzbroić Was w wiedzę, tę samą, którą już dysponują masowi producenci.

A to już sporo, nieprawdaż?

Teraz mamy prośbę do Was :)

Pokażcie, że nas lubicie :D (sesese, dobry, emocjonalny szantażyk nie jest zły :) ) <3

Jeśli uznacie, że to co tutaj robimy, ma sens, powiedzcie o tym swoim znajomym. Udostępnijcie informację o naszym przedsięwzięciu w Waszych kręgach.

Opowiedzcie o nas innym rękodzielnikom podczas targów, dajcie cynk sąsiadowi ze stoiska i zaproście ich do naszej społeczności.

Głęboko wierzymy, że produkty wykonywane w małych pracowniach, przez ludzi, którzy chcą realizować się w kreatywnych biznesach, mają szansę na to, by docierać do szerokiego grona klientów.
Naprawdę wspólnie mamy szansę wykreować taki trend na rękodzieło, na zindywidualizowaną, rodzimą produkcję i stanie się tak, jeśli tylko dostateczna ilość rękodzielników, zacznie tę sprzedaż "robić" dobrze.

Bo wiecie, w przeciwieństwie do wielkich korporacji, to nie w wielkości budżetu na inwestycje jest nasza siła, ona drzemie w ilości twórców - jak w mrowisku :)

Mrówki już dawno odkryły, że razem mogą wyprowadzić z równowagi nawet mnie :D i co roku dać się ostro we znaki, tworząc szlak przemytowy z mojego balkonu do kuchni i z powrotem...i próżne me starania, by proceder zakończyć.

Co roku ta sama historia, choć każda z tych mrówek jest nie większa niż koralik Toho 6/0 :)

Miejcie się najlepiej!
(Nie zapomnijcie pokazać w komciach, jak bardzo nas lubicie :) )

Ściskam, a co tam, na słodko!

Sowa

#biznesbezcukru