4 SPOSOBY NA TO, BY SPRZEDAWAĆ WIĘCEJ RĘKODZIEŁA, PRACUJĄC MĄDRZEJ.

4 SPOSOBY NA TO, BY SPRZEDAWAĆ WIĘCEJ RĘKODZIEŁA, PRACUJĄC MĄDRZEJ.

🆘 Jaki jest klucz do tego, by pracować mądrzej, a nie ciężej?

🆘 Dlaczego nie zawsze warto iść za tłumem?

 

Sprzedaż dużej ilości rękodzieła zazwyczaj kojarzy się nam, rękodzielnikom z większym wysiłkiem.

Im większa sprzedaż, tym więcej pracy trzeba włożyć, by ją osiągnąć.

I po części jest to prawda, jednak rzeczywistość nie jest aż tak koronkowa, jakbyśmy sobie tego wszyscy życzyli. Ilość przepracowanych godzin wcale nie przekłada się w linii prostej na ilość sprzedaży. Bardzo często widzimy sytuacje, w których, pomimo pracy od rana do wieczora, rezultaty są niewielkie, a już na pewno niewspółmierne. To jest niestety tak, jak z tą przysłowiową taczką, której nie ma kiedy załadować, bo jest tyle roboty.

Pamiętam jak dzisiaj czasy, w których praca nad promowaniem PiLLow Design zajmowała absolutnie większość każdego dnia. Dzisiaj ta część pracy zajmuje kilka godzin... Łącznie - miesięcznie (!), a sprzedaż biżuterii jest przy tym nieporównywalnie wyższa, niż kiedyś. I jest jasne, że ogromne znaczenie ma tutaj to, że od ponad 2 lat do promocji i marketingu podchodzimy absolutnie strategicznie, z planem. To oczywiste. Jednak strategia to nie wszystko i są jeszcze inne sposoby, które pomagają wyeliminować  "pracę na marne" i sprawiają, że pracując nie więcej, a mądrzej, będziemy sprzedawać więcej.

 

1. Rozmowa z prawdziwymi ludźmi to zawsze dobry początek.

Świat wirtualny i sprzedaż online była absolutną rewolucją dla nas, rękodzielników, bo nagle jakby cały świat się przybliżył, a horyzonty sprzedażowe się poszerzyły. To oczywiście sama prawda - wygoda, komfort i poczucie sprawczości nad wszystkim zza tafli monitora, daje poczucie, że w zasadzie to "mamy to". My jednak mamy swoje nieco staroświeckie podejście to tego tematu, i przemyślenia, w których się utwierdziłyśmy po otworzeniu butiku stacjonarnego z naszym rękodziełem. Analizując to w jaki sposób rozwijają się nasze marki i co ma zwykle największy wpływ na ten rozwój, stwierdzamy, że nic, ale to nic na świecie nie zastąpi jednak bezpośrednich kontaktów z klientami. Trzeba popatrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że wyjście ze swojego rękodzielniczego kokona do klientów raz na jakiś czas, jest zwyczajnie niezbędne. I to nie oznacza, że polecamy Wam otwieranie sklepów w realu, ale absolutnie zachęcamy do tego, aby po przeanalizowaniu kalendarza targów w swojej okolicy, bazując na wiedzy o kliencie idealnym, brać udział w wybranych wydarzeniach i rozmawiać face to face z klientami. 

Jest coś takiego w każdym z nas, że w świecie wirtualnym, jednak trochę nie jesteśmy sobą. Przycinamy i retuszujemy swoje zdjęcia na facebooka, zanim napiszemy komentarz, edytujemy go i poprawiamy, jakby sprzedajemy w tych internetach najlepszą wersję samych siebie. Pytanie, czy prawdziwą. Znacznie trudniej jest się "życiowo stylizować" w realu. W przeciwieństwie do wielu kontaktów internetowych, te w rzeczywistym świecie, są... No bardziej rzeczywiste.

Rezygnując zupełnie z bezpośrednich kontaktów z klientami, rezygnujecie z doskonałej okazji na to, by swojego klienta idealnego poznać jeszcze lepiej.

 

2. W jaki sposób kupują, w taki sposób sprzedawajcie.

To kolejny obszar, w którym bardzo często rękodzielnicy dokładają sobie pracy trochę na siłę. Zastanówcie się, czy sami nie mieliście sytuacji, w której szlifujecie jakiś tam kanał sprzedaży, choć on wcale u Was nie działa, tylko dlatego, że są tam wszyscy i wszyscy tam (ponoć) sprzedają. I tak z uporem maniaka, cały czas coś poprawiacie w tym kanale, zupełnie bez rezultatów. W takiej sytuacji warto się zastanowić, czy aby na pewno Wasi klienci kupują przez ten kanał.

Drugim doskonałym miejscem na bezproduktywne tracenie czasu, jest szlifowanie jakichś etapów w procesie zakupowym, bez przemyślenia. 

Przykład? Proszzz.

Kilka lat temu trendem sprzedaży online było "wymuszanie" od klientów adresów mailowych. Takie wiecie, falą idące przekonanie, że ta baza mailingowa jest tak bardzo niezbędna, że trzeba robić absolutnie wszystko w swojej mocy, by ją ciągle powiększać. Kto mnie zna, ten wie, że organicznie nienawidzę tabelek i przymus wypełniania pól przy rejestracji, doprowadza mnie do stanu, w którym tracę ochotę na zakupy. Serio, jeśli tylko w sklepie jest za dużo pól do wypełnienia, to po wypełnieniu pewnej ilości (granicznej dla mnie) pól, wychodzę z formularza i szukam tego produktu w innym sklepie. Jeśli okazałoby się, że Wasi klienci to ludzie, którzy nie mają czasu i robią zakupy online na tak zwanym "czerwonym świetle" w drodze z pracy do przedszkola, to uporczywe szlifowanie formularzy w procesie zakupowym jest absolutną stratą czasu i rady w stylu "dodaj w formularzu jeszcze jakieś pytanie, daj rozwijane, dodatkowe opcje, podziel formularz adresowy na więcej linijek, aby było czytelniej" od kogoś, komu takie podejście zadziałało, nie będzie dla Was owocne w sytuacji, gdy trafiają do Was klienci z deficytami czasowymi i awersją do tabelek. To wcale nie sprawi, że nagle zdobędziecie jeszcze więcej wiedzy o swoich klientach, to sprawi natomiast, że przestaniecie sprzedawać.

Dlatego należy się koncentrować na tym, co jest skuteczne U WAS. Jeśli nie macie sprzedaży na Pakamerze czy Etsy (choć wszyscy trąbią, że tam idzie świetnie i sprzedaje się wszystko), może po prostu oznacza to, że tam nie ma Waszych klientów i szlifowanie swojego profilu w tych galeriach, jest stratą czasu.

 

3. Sprzedawajcie mniej.

Uhm, tak, tak. Jeśli głównym problemem czasowym jest utrzymująca się klęska urodzaju i spędzanie absolutnie większości czasu w pracowni, to znak sygnał, że trzeba zacząć sprzedawać mniej. Podwyżka cen (ale taka dość znacząca, nie ze 120 zł na 130 zł, raczej taka ze 120 na 200) sprawi, że ilościowo (przy dobrych wiatrach) pracy będzie mniej, przy zachowanym poziomie przychodów. W idealnej sytuacji poziom przychodów może okazać się nawet większy, przy mniejszej ilości pracy.

W tym miejscu od razu odeślemy Was do kolejnego artykułu, w którym przeczytacie, jak sprzedawać drogie rękodzieło -> KLIK 

 

4. Edukujcie swoich klientów.

Próby zbyt szybkiego przeniesienia klientów ze środka lejka sprzedażowego na jego koniec, mogą okazać się pracą daremną i czasem zmarnowanym, zwłaszcza jeśli sytuacja dotyczy bardzo drogiego rękodzieła. W takiej sytuacji szlifowanie samej oferty, zdjęć czy wyglądy sklepu, nie do końca pomoże. Tutaj potrzebna jest edukacja klientów o produkcie. Lepiej spędzić więcej czasu na zawrócenie klienta na środek lejka sprzedażowego lub utrzymanie go nieco dłużej w tym środku, niż polerować mechanizmy na jego wyjściu. Czas spędzony na zbyt wczesnych próbach sprzedażowych w tym przypadku, będzie czasem zmarnowanym. Lepiej go w tym przypadku spędzić np. pisząc blog i czy posty w mediach społecznościowych, w których rozwiewacie wątpliwości, pokazujecie praktyczne zastosowanie produktu oraz opinie zadowolonych klientów.

 

Na koniec, tradycyjnie już, zapraszamy Was do naszej społeczności rękodzielników przedsiębiorców KLIK --> http://bit.ly/GrupaBezCukru  Naprawdę warto być z nami w tej grupie, tym bardziej, że już bardzo, bardzo niedługo, odbędzie się w niej super warsztat o budowaniu marki handmade.

3 lekcje z biznesu handmade, podane w naszym, bezcukrowym stylu - czyli bez słodzenia, z praktyczną, przetestowaną i sprawdzoną wiedzą na temat najważniejszych aspektów dobrze skonstruowanej firmy opartej na rękodziele.

Warsztat będzie 3-dniowy i wystartuje 26 LISTOPADA. Każdego dnia o godzinie 19:30, na naszej grupie, odbędzie się live merytoryczny, na którym warto być na żywo, nie tylko dlatego, że spotkania na żywo są najbardziej owocne, ale również dlatego, że tylko wtedy będzie można wygrać audyt swoich stron w Mediach Społecznościowych. 

 

 

Do zobaczenia na grupie i jutro na naszym cotygodniowym, środowym live Q&A (o godz. 19:30 na Facebooku)!

 

Ciao!

Karolina i Gośka